Tuesday, April 19, 2011

cyrk « antydaftpunkisplayingatmyhouse

Siostra ma zadzwoniła dziś do mnie z pewnym rodzinnym niusem, który nas rozbawił i przygnębił zarazem. O niusie będzie oczywiście, ale trzeba wspomnieć także, że dziś jest pewna ważna dla mojego bloga rocznica.
Mianowicie dwa lata temu o tej porze straciłam wszystkie zapiski oraz cierpliwość do ich czynienia i wszystko poszło się jebać niczym elektrownia w Czarnobylu. Wypadałoby więc pochylić się nad przyczyną tego, a w zasadzie nad moimi kontaktami z mężczyznami. Ekscytacji tutaj było wiele zarówno moich własnych, jak i ekscytacji zwrotnych, ekscytacji mną, ale w dużej mierze blogiem. Ta ostatnia forma założę się istnieje do dziś. Codzienna poranna kawa i codzienna lektura. Ja mam z tym raczej niewiele wspólnego. To, że ja to piszę to przypadek, równie dobrze mógłby być to ktoś inny i też byłoby to śmieszne. No właśnie ta moja zabawność, ona nieustannie wychodzi mi bokiem. Cyrkowi klauni zostają alkoholikami. Tak czy inaczej nikt nie traktuje mnie poważnie, nawet moi właśni rodzice, a co dopiero faceci i potencjalni pracodawcy.
Przykładem tego jest nasz Art Dajrektor. Nie, że mi się podoba, nic się w tym temacie nie zmieniło. Jest przystojny, owszem, ale nie zmienia ubrań i jest strasznie męczący. Tak wiem przyganiał kocioł garnkowi, ale ja nie mam siły czasem już go słuchać. Szefowa jest przekonana, że ja się w nim podkochuję, gdyż – jak twierdzi – ciągle się przy nim peszę, a ja się peszę przy nim z przyczyn zawodowych. Cóż no on jest profesjonalistą. Staram się go raczej unikać, siadam od niego daleko, a to on przyłazi do mnie, woła mnie, zagaduje i zmusza do dziwnych rozmów. Ale najgorsze jest to, że mówi, iż jestem podobna do jednego z Gumisiów (swoją drogą ciekawe kto zgadnie, do którego) i traktuje mnie jak swoją młodszą siostrę, albo lepiej – jak kota, z którym bawi się wełną na dywanie. Tak owszem, ja lubię wełnę, ale bez przesady. Tak czy inaczej powiedziałam to mamie, a ona zaczęła się śmiać i stwierdziła, że to wszystko bardzo prawdopodobne, gdyż nie zachowuje się jak na mój wiek przystało i wiecznie robię sobie żarty. Chichram się jakbym była na lekcji polskiego w podstawówce, na zajęciach przygotowujących do bierzmowania, albo w pociągu do Wałbrzycha z moimi kolegami, którzy właśnie wkładają zgniłe jajko do torebki naszej wychowawczyni. No dobra, ale dlaczego u mężczyzn to, że są lekko pojechani, mieszkają z kotem, jarają się drużynami piłkarskimi, noszą spodnie, które kończą się pod szyją albo swetry, które zrobiła im mama lub kupiła siostra, jeżdżą na skuterze zamiast kupić sobie auto, albo kurwa dokarmiają ptaki to jest urocze, a ja z moją nieumiejętnością jazdy na rowerze i miłością do niedźwiedzi polarnych wzbudzam tylko litość z domieszką sympatii. Ja po prostu nie potrafię być poważną, dystyngowaną, tajemniczą i milcząca kobietą. Umiem dogadać się z klientem, umiem kupić 130 kropideł w 15 minut, zadzwonić do elektryka, przebiec 10 kilometrów, zrobić kapę na szydełku i zafarbować sobie włosy, ale no cóż – na dłuższą metę – bliżej mi do mojego Szefa niż do mojej Szefowej, jeśli mogę użyć tej metafory.
I jeszcze mój chrześniak ma swoją pierwszą, oficjalną dziewczynę. On ma 13 lat, lubi Szymona Majewskiego i bardzo śmieszy go to. Ten wpis () został dodany 19 Kwiecień 2011 o godzinie 6:38 pm i widnieje w kategorii Uncategorized. Możesz śledzić odpowiedzi na ten wpis przez RSS 2.0. You can leave a response, or trackback from your own site.

No comments:

Post a Comment