Oczywiście poprzez rozbudowywanie sieci fotoradarów. Pewnie do tego na prostych drogach na których postawiono jakieś kretyńskie ograniczenie. Kretyńskość tych ograniczeń ma dwie strony. Tą mniej szkodliwą – policja wystawi więcej mandatów. Drugą, bardziej szkodliwą – kierowcy przestają ufać ograniczeniom. Jednak na niektórych zakrętach są to prędkości rzeczywiste ale jednak każdy przyzwyczajony do tego, że są zaniżone, jedzie szybciej. Chyba, że rząd pomyśli i przy wyborze miejsca na fotoradar posłuży się systemem angielskim. Czyli radar w miejscu gdzie w czasie ostatniego roku doszło do zwiększonej liczby wypadków.
Chociaż ostatnie zdanie jest marzeniem. I chyba tylko marzeniem zostanie. Szczególnie jak popatrzymy na ostatnie walki rządu. Zamiast ścigać każdego jadącego 70 km/h na ograniczeniu do 50 km/h może rząd przyjrzy się bezpieczeństwu dróg na podstawie ich stanu, rozplanowania skrzyżowań itp. itd. Wszystkie poprzednie problemy społeczne rządzący rozwiązali jednak swoją drogą. Drogą zakazów, mandatów i kar. Może zamiast tolerować walkę polityków z problemami, które ich problemami nie są, zaczniemy walczyć z naszym problemem – z nimi.
Na koniec trochę rozrywki i dobrego podejścia do świata. Czyli Jeremy Clarkson tłumaczący dlaczego fotoradary są bez sensu (przy okazji – chyba ostatnie zdjęcia żyjącego Ibn Ladena, Bin Ladena, jak zwał tak zwał):


No comments:
Post a Comment